Domowe sposoby na przeziębienie cz.2. – naturalny antybiotyk

Nie jestem zwolenniczką antybiotyków i zazwyczaj się ich wystrzegam. Ich zażywanie jest dla mnie ostatecznością. Dlatego jeśli można się bez nich obejść, to taką postawę polecam. Są jednak sytuacje, kiedy antybiotyk jest nieodzownym elementem kuracji i jeśli lekarz taką zalecił, to nie należy się z nim kłócić. Przy łagodniejszych stanach chorobowych, chociażby przy zwykłym przeziębieniu, warto sięgać po naturalne źródła witamin i antyoksydantów. We wcześniejszym wpisie mowa była o miodzie, imbirze i cytrynie, których nie może zabraknąć w domowym lecznictwie. Jest jeszcze jeden produkt, który swoimi prozdrowotnymi właściwościami bije inne na głowę.  Mój tata uważa, że to lek dobry na wszystko. Domyślacie się już o czym mówię??? Oczywiście chodzi mi o czosnek, nasz polski, nie jakiś chiński.

Czosnek zwalcza infekcje i hamuje rozwój bakterii. Zawiera allicynę – naturalny antybiotyk, który wzmacnia mechanizmy obronne organizmu, regulując równowagę mikrobiologiczną jelit. Substancja ta aktywuje się podczas krojenia lub miażdżenia jego ząbków. Działa przeciwgrzybiczo i przeciwwirusowo oraz hamuje rozwój alergii. Zapobiega i zwalcza infekcje wirusowe dróg oddechowych, wszystko za sprawą lotnych związków siarki i olejków eterycznych. Zmiażdżony ząbek można dodać do ciepłego mleka, wtedy będzie miał działanie rozgrzewające, zwiększy potliwość, tym samym przyśpieszy oczyszczanie organizmu, ułatwi odkrztuszanie i obniży gorączkę. Świetnie nada się podczas jesienno-zimowych przeziębień, ale jak wiadomo wiosna może być złudna i wtedy też pojawiają się szkodliwe infekcje. Warto zadziałać tuż po pojawieniu się pierwszych objawów.

Jedzenie czosnku nie należy jednak do przyjemnych, za sprawą specyficznego zapachu i pozostającego nieprzyjemnego posmaku w ustach. Wielu osób, właśnie przez to, rezygnuje z tego naturalnego antybiotyku. Sprawcą jest wspomniana już allicyna, która nie jest metabolizowana przez nasz organizm, tylko wydalana droga oddechową. Jednak fakt ten nie może przyćmić jej cennych właściwości. Nieprzyjemny zapach nie pozostaje na zawsze, ale może się utrzymywać do 72h. Dla niektórych to wieczność i nie są w stanie odizolować się na tak długi czas, ale wcale nie jest to konieczne. Dzisiaj chce Wam pokazać sztuczkę, dzięki której pozbędziecie się tego problemu. Sekret tkwi … w odpowiednim dobraniu dodatków 😉

Niektórzy zalecają żucie goździków (co dla mnie nie jest przyjemne, gdyż ich smak jest równie intensywny), ssanie ziaren kawy albo zjedzenie jabłka. Dla mnie najskuteczniejsza okazała się metoda gryzienia świeżej natki pietruszki, a nawet dodania jej do samego czosnku. Jak to się dzieje, że taka delikatna natka jest w stanie pogromić twardego „czocha”? Liście pietruszki zawierają utleniający enzym, oksydazę polifenolową. Aktywuje ona reakcje unieszkodliwiające uporczywe związki siarki, które są przyczyną nieprzyjemnego oddechu. I tak oto łatwym sposobem możemy pozbyć się uporczywego problemu. Teraz już nic nie stoi się na przeszkodzie, by zajadać się ząbkami czosnku, a na pewno wyjdzie Wam to na zdrowie.

Mój pomysł na aplikowanie dużej ilości czosnku, to rozkrojenie paru ząbków i położenie ich na plasterku szynki. Na wierzch kładziemy dużą ilość natki pietruszki, przykrywamy drugim plasterkiem szynki. Całość zwijamy w rulon i konsumujemy niczym imprezową zakąskę. Po spożyciu polecam jeszcze pożuć natkę pietruszki, by całkowicie zniwelować nieprzyjemną woń.

Mam nadzieję, że od teraz nie będzie bać się czosnkowych ząbków, bo ich prozdrowotne działanie jest naprawdę ogromne. Warto wspierać naturalne mechanizmy obronne organizmu i korzystać z produktów, które są skarbnicą cennych witamin i leczniczych substancji. W naturze siła, więc korzystajcie z niej jak najczęściej 😉

 

Dodaj komentarz