Lekcja pieczenia Rogali Świętomarcińskich – Poznań swój kraj

Moja ostatnia wizyta w Poznaniu była bardzo owocna. Uczestnictwo w Blog Conference Poznań otworzyło mi nowe horyzonty, a prowadzący warsztaty udzielili cennych wskazówek jak efektywnie prowadzić bloga i na co zwrócić szczególną uwagę, by zrzeszyć znaczne grono wiernych czytelników. Wszystko to w luźnej atmosferze z dużą dozą humoru, czyli tak jak lubię najbardziej 😉

Fotorelację z tego wydarzenia możecie znaleźć na moim Facebook’u i Instagramie , a dziś wpis z innych atrakcji tegoż wyjazdu. Poza doszkalaniem grzechem by było nie pozwiedzać tak pięknego miasta, jakim jest Pozna. To była moja pierwsza wizyta, więc tym bardziej chciałam zobaczyć jak najwięcej. Mimo napiętego grafiku udało się dotrzeć do większości najciekawszych zakątków, jak np. Ostrów Tumski, Jezioro Maltańskie czy Stary Browar. Ale jedną z największych atrakcji był pokaz wypieku Rogali Świętomarcińskich, czyli nsłynnego przysmaku tego regionu.

Odbywał się on w Rogalowym Muzeum Poznania.  Świetna inicjatywa łącząca wiedzę praktyczną z nutką historii. Wszystko przedstawione z dozą humoru, a to za sprawą świetnych animatorów.

Krok po kroku można było poznać proces tworzenia rogali. Wybrańcy mogli także własnoręcznie wyrobić ciasto. Wszystko można było dotknąć i spróbować,

 

Całość uwieńczyła degustacją tego słodkiego przysmaku.

Wszyscy uczestnicy szkolenia dostali „Certyfikat Rogalowego Czeladnika”. To już pełnoprawnie mogę zacząć piec Rogale Świętomarcińskie, może i na blogu się pojawią 😉

Miał miejsce również konkurs, na odgadnięcie wagi rogala. Z racji tego, że moja koleżanka wstrzeliła się najbliżej oczekiwanej wartości, wygrała jedną bogato przyrządzoną sztukę, a że jest dobrą przyjaciółką to podzieliła się i ze mną.

I takim sposobem siedząc sobie na ławeczce w parku, chroniąc się przed promieniami już coraz ostrzejszego słońca, zajadałyśmy Rogala Świętomarcińskiego, z palcami obklejonymi lukrem i orzechami rozsypanymi wokoło (ptaszki były ucieszone). Poczułam się jak dziecko, które uhahane, wysmarowane od ucha do ucha wcina swój ulubiony, słodki przysmak, aż mu się uszy trzęsą. Jak to mało do szczęścia potrzeba.

Takiej słodkości to ja dawno nie miałam w ustach 😉 Palce lizać (z lukru) 🙂

 

PS A jak na certyfikowaną Melę przystało trzeba „farynę i młodzie szanować, z potrzebującymi się dzielić i pyszne rogale na cały świat sławić” 🙂

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.