ab

Chciałabym podzielić się z Wami małymi trikami, których używam w kuchni, a które sprawiają, że jest lekkostrawna, pełnowartościowa i przyśpiesza metabolizm.

Nie jestem zwolenniczką „diet” monoskładnikowch. Należy jeść wszystko z umiarem, by dostarczyć organizmowi potrzebnych składników odżywczych. Oczywiście powinno się ograniczyć puste kalorie, czyli słodycze, alkohol czy jedzenie typu fast food. Jednak nie popadajmy w paranoję. Jedzenie ma być przyjemnością, a nie jednym wielkim wyrzeczeniem. Nie należy stawiać swojego życia na głowie, tylko zmienić pewne nawyki.

Podstawą są częste, ale małe posiłki, najlepiej tak co 3 godziny. Duże porcje doprowadzają do uczucia ociężałości i nadmiernego rozciągania żołądka. Moim priorytetem jest śniadanie, zjedzone do 30 min. po przebudzeniu. W ten sposób pobudzamy układ trawienny po nocnym odpoczynku. Najbardziej kaloryczne posiłki oraz owoce i ewentualne słodkie przekąski należy spożywać w pierwszej połowie dnia, by organizm miał szansę na ich spalenie. Tłusta, ciężka kolacja jest zatem wykluczona. Nie tylko powoduje odkładanie się tkanki tłuszczowej, ale także uniemożliwia regenerację podczas snu, gdyż układ trawienny będzie musiał wykonać ciężką pracę, by spalić dostarczone kalorie.

20160109_143659 (2)

Jak najczęściej korzystam ze świeżych warzyw i owoców. Są one najlepszym źródłem witamin i minerałów. Trzeba jednak zwrócić uwagę, by były to produkty sezonowe.  Nie rzucaj się w zimie na truskawki czy maliny, które są wyłącznie „naszprycowane” chemią. Sięgnij wtedy po cytrusy, a na jabłka i gruszki skuś się jesienią. Natura jest najlepszym wyznacznikiem naszej diety, dlatego warto z nią żyć w harmonii.

Innym moim trikiem jest ograniczenie tłuszczów. Nie mówię jednak o całkowitym ich wyeliminowaniu z diety. Są one bardzo potrzebne, zważywszy na to, że większość witamin rozpuszcza się właśnie w lipidach. Absurdem według mnie jest stosowanie produktów light, w których tłuszcze zastąpione są węglowodanami. Chodzi natomiast o unikanie utwardzonych tłuszczów trans. Są one obecne szczególnie w margarynach, słodyczach i przetworzonej żywności typu fast food. Chcę zaszczepić ideę kuchni slow, dlatego moim pomysłem na smarowidło do chleba to twarożek (półtłusty, chudy) z dodatkiem ziół, szczypiorku lub rzodkiewki, śmietanę natomiast zastępuję jogurtem greckim. Stanowi on świetna alternatywę, stosowaną do zup, jak i sosów. Wszystko z umiarem i rozsądkiem. Dobrym źródłem tłuszczów nienasyconych są ryby, orzechy i ziarna. Słonecznik, dynia czy siemię lniane to częsty dodatek do moich dań. Nawet najlepsze tłuszcze tracą swoje właściwości pod wpływem wysokiej temperatury, szczególnie oliwa. Najlepiej stosować ją na zimno. Do ewentualnego smażenia używam zazwyczaj olej ryżowy. Choć oczywiście najlepsze jest gotowanie na parze lub smażenie w specjalnych torebkach, bez dodatku tłuszczu. Moim odkryciem jest olej lniany, szczególnie w parze z nabiałem, co zwiększa jego przyswajalność. Do wcześniej wspomnianego twarożku z jogurtem dodaję łyżkę tegoż oleju.

Jeśli  chodzi o węglowodany to są one niezbędne do prawidłowego funkcjonowania, gdyż stanowią główne źródło energii. Dobrym wyznacznikiem wartościowości jest indeks glikemiczny. Jego wysoki poziom powoduje gwałtowny wzrost glukozy we krwi, ale równie szybki jego spadek, co wiąże się z uczuciem ponownego głodu i osłabienia. Warto więc skupić się na złożonych węglowodanach, których rozkład jest dłuższy, a energia uwalniana jest stopniowo. Najlepszym źródłem węglowodanów złożonych są zboża, warzywa bogate w skrobię oraz rośliny strączkowe. W swojej diecie skupiam się na  takich produktach jak: pełnoziarniste pieczywo i makarony, brązowy ryż, musli, otręby, kasze czy soczewica.

Ważne jest także odpowiednie nawodnienie organizmu. Woda sprzyja procesom trawiennym, ale także bierze udział w usuwaniu toksyn. Przyśpiesza metabolizm, wpływa na zdrowy wygląd skóry oraz polepsza nasze samopoczucie. Często uczucie pragnienia mylone jest z głodem. Sięgamy po jedzenie, gdy tak naprawdę nasz organizm domaga się wody. Kubek z wodą staram się mieć zawsze pod ręką, jak i w pracy tak i przy łóżku. Najgorszą alternatywą są słodkie, kolorowe napoje, w których skumulowana jest ogromna ilość sztucznych słodzików, barwników i pustych kalorii. Nie tylko nie gaszą pragnienia, a wręcz go nasilają, zmuszając do sięgania po kolejna szklankę. Najlepsza jest zatem zwykła woda mineralna.

PS. Trik na oczyszczenie organizmu. Codziennie wypij na czczo szklankę wody z sokiem z połowy cytryny. Gdy zależy Ci na wzmocnieniu odporności możesz dodać łyżkę miodu. Ważne jest, by miód rozpuścić w letniej, wcześniej przygotowanej wodzie i pozostawić na noc, a rano dodać sok z cytryny.

Jeśli mowa już o miodzie, jest on dla mnie świetną alternatywą dla białego cukru. Stosuję go jako element słodzący do placuszków czy naleśników. Zawiera on cukry proste, jednak co ważne ma działanie bakteriobójcze i jest bogaty w mikroelementy. Polecany jest w przypadku przeziębienia, a także wzmacnia pracę serca. Lodzio….miodzio 😉

Dekalog slowfoodziaka:

  • Jedz mniej, a częściej
  • Sięgaj po produkty o jak najkrótszej etykiecie
  • Wybieraj żywność jak najmniej przetworzoną
  • Pij jak najwięcej wody, może być z cytryną
  • Witamin szukaj w świeżych owocach i warzywach
  • Wybieraj produkty pełnoziarniste
  • Jak przekąska, to bakalie
  • Pamiętaj, śniadanie podstawowym posiłkiem dnia
  • Jak węglowodany, to złożone
  • A że dieta to nie wszystko, postaw na sport, który sprawi Ci przyjemność

Zastosuj je a będzie “Cud…miód…malina”

Jeśli dieta to nie cud….Jeśli słodzik tylko miód…Zawsze spoko jest malina … Tak się slow food rozpoczyna *-*

20151211_184159.4