Walentynkowe Domowe Fit Oreo

Kto nie lubi słodkości??? Chyba nieliczni, albo jacyś pozbawieni smaku 😉 Nie no różne są upodobania, a ja osobiście słodycze uwielbiam. Nie znaczy to, że zajadam się batonami i czekoladami, ale tworzę sobie takie fit wersje, ze zdrowych zamienników. Nie ma co sobie całkowicie czegoś odmawiać, wystarczy stworzyć zdrowszą odmianę, a zbliżająca się okazja sprzyja nowych eksperymentom. Bo w związkach podobno trzeba eksperymentować 🙂 Tak oto podsuwam Wam świetny pomysł na Walentynkowy prezent – Fit Oreo domowej roboty. Muszę nieskromnie przyznać, że przepis to „petarda”. Dawno nie byłam z czegoś tak zadowolona. Smak wyśmienity, migdałowo-kakaowo-kokosowy. Nie ma tam ani grama mąki, a węglowodanów tylko namiastka. Niepotrzebny także piekarnik, wystarczy tylko dobry blender. Chcecie poznać mój tajny przepis, który skradnie nie jedno serce???

Przygotuj:

Ciastka:

  • 200 g tartych lub zmiksowanych drobniutko migdałów (mogą być mielone)
  • 3 łyżki syropu z agawy lub miodu
  • 4 łyżki karobu lub kakao
  • 1/3 łyżeczki soli
  • 2,5 łyżki roztopionego oleju kokosowego

 

Krem:

  • 300 g wiórków kokosowych
  • 1-2 łyżki syropu z agawy lub miodu
  • 1 łyżka pasty kokosowej
  • 1 łyżka oleju kokosowego
  • opcjonalnie (jeśli konsystencja jest nadal za gęsta) 1-2 łyżki jogurtu

 

Do dzieła:

Na początku przygotuj masę na ciastka. Do miski wrzuć migdały, dodaj karob oraz sól. Następnie wlej syrop i rozpuszczony olej kokosowy. Wszystko dokładnie zblenduj, żeby składniki się dobrze połączyły. Nie miksuj za długo, żeby z migdałów nie zaczęło robić się masło, wtedy masa będzie zbyt kleista.

Miksuj do tego momentu, aż uda Ci się uformować z ciasta kulkę, którą owiń w folię lub włóż w woreczek i odstaw do lodówki na ok. pół godziny.
W międzyczasie przygotuj masę kokosową. Jest to tzw. masło kokosowe. Niektórzy twierdzą, że do jego przygotowania wystarczą jedynie wiórki kokosowe w większej ilości (ok. 400g), bardzo dobry blender i odrobina cierpliwości 😉 Niestety mój musiałam nieco wesprzeć i nie miksowałam, aż tak długo, by utworzyło się samo masło, tylko dodałam trochę pasty i oleju kokosowego (najlepiej w formie rozpuszczonej). Ich ilość uzależniona jest od stopnia rozdrobnienia wiórków (na początku dodaj po 1 łyżce). Im dłużej będziemy blendować, tym więcej tłuszczu się z nich wytrąci i tym bardziej kleistą konsystencję osiągną. Wtedy już nie potrzebujemy tyle dodatków. Ale pasta kokosowa, doda jeszcze fajniejszego kokosowego posmaku. Można ją nieco rozpuścić. Można też dodać odrobinę słodzidła, ja w tym przepisie postawiłam na syrop z agawy, ale miód też się świetnie sprawdzi. Najlepiej, żeby było coś o płynnej konsystencji, gdyż całość nie podlega już pieczeniu. Nadzienie ma mieć konsystencję plasteliny, którą można formować palcami. Jeśli nie osiągniesz tego z użyciem powyższych składników, dodaj łyżkę lub dwie jogurtu naturalnego.

Wyjmij ciasto z lodówki, podziel na kilka części i każdą z nich rozwałkuj przez pergamin lub papier do pieczenia na grubość ok pół centymetra. Ciasto ma nieco kleistą konsystencję, więc użycie pergaminu spowoduje, że nie będzie przywierać do wałka.

Następnie za pomocą małej szklaneczki lub kieliszka (w zależności jakiej wielkości ciasteczka chcesz uzyskać) wykrawaj zgrabne kółka. Powstałe krążki wyłóż na nieprzywieralną deskę lub talerz i włóż do zamrażalnika na ok. 15 min. Staną się wtedy bardziej sztywne i można je będzie nadziewać. Po tym czasie wyłóż je z zamrażalki, za pomocą łyżeczki lub po prostu palcami nabieraj sporą porcję masy kokosowej (ok. 1 solidna łyżeczka na porcje, przy krążkach wykrawanych kieliszkiem).

Staraj się docisnąć ją do jednego krążka i doprowadzić ją do brzegów, następnie przykryj drugim ciasteczkiem i mocno dociśnij, żeby wszystko się ładnie połączyło. Uformuj brzegi, żeby były gładkie. Postępuj tak z wszystkimi kakaowymi krążkami. Gdy już ciasteczka zostaną nadziane, włóż je do zamrażalnika na 20 min., a następnie przełóż do lodówki najlepiej na kilka godzin, wtedy fajnie zastygną. Tak powstałe domowe Oreo, przechowuj w lodówce do kilku dni, choć myślę, że tyle to one tam nie poleżą 🙂

Przepis ten jest bardzo prosty, najważniejsza w nim to cierpliwość (jak w każdym dobrym związku :-P), najpierw przy blendowaniu, później przy schładzaniu. Ale obiecuję Wam, że naprawdę warto. Smak jest genialny, niczym nie odbiega od kupnej wersji, a powiedziałabym, że nawet ją przebija. Jest mocniej kokosowy, nie ma tam ani grama mąki i cukru, a prym wiodą wiórki i migdały, czyli same wartościowe rzeczy. Takie domowej roboty słodkości z pewnością zadowolą, a może nawet mile zaskoczą nie jedną Walentynkę. Ja tam bym była zachwycona z takiego prezentu 😉 Nie to co smaczne, to jeszcze tyle serca włożone w przygotowanie. To jest dopiero oznaka prawdziwego uczucia.
Zróbcie taką słodką niespodziankę swoim Walentynkom, a gwarantuję, że będą wniebowzięte i docenią Wasze starania 🙂

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.